Aid351291 v4 728px make a potato clock step 12 version 3.jpg

Właściwi ludzie na właściwych miejscach

W najbliższy wtorek, to jest 26.10.2021 roku, odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie Rady ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii przy Radzie Europejskiej, czyli spotkanie unijnych ministrów odpowiedzialnych za politykę energetyczną w swoich krajach. Według oficjalnych komunikatów spotkanie ma dotyczyć rosnących cen energii w UE.

 

Stronę polską będzie reprezentował najprawdopodobniej minister Jacek Sasin, z wykształcenia historyk. Można założyć, że jako historykowi, nieobce mu są biografie Tesli i Edisona.

Wiemy z doniesień prasowych, że praktycznie każdy kraj w UE deklaruje potencjalne problemy związane z pozyskiwaniem surowców energetycznych przed kalendarzową zimą. Po prostu bilans energetyczny Europy od października do wiosny się nie domyka. Każdy z krajów szuka winnego spoza obszarów swojego działania i odpowiedzialności.

I tak dla przykładu, Niemcy obwiniają Putina za brak rezerw gazu, który rzekomo zamierza spekulować cenami tego surowca. Jednak nikt nie dostrzega pewnej zależności – skoro niemieckie magazyny są prawie puste a wieloletnie kontrakty niemiecko – rosyjskie są realizowane na bieżąco i bez przeszkód, to znaczy, że gaz gdzieś „cudownie znika”. W tym przypadku gaz „znikł” w kominach elektrowni gazowych, gdy we wrześniu tego roku wiatr przestał wiać na kilka dni i generacja energii elektrycznej z wiatru spadła do zera. Wtedy to niemieckie Bundesministerium für Wirtschaft und Energie (w skrócie BMW), którym kieruje minister Peter Altmaier, z wykształcenia prawnik i polityk, zarządziło generację prądu z rezerw gazowych. Dziś niemiecka gospodarka budzi się z ręką w pustych kawernach – naturalnych magazynach gazu –  i szuka winnego zaistniałej sytuacji – oczywiście na zewnątrz.

Każdy kraj, który zainwestował w OZE, zaczyna powoli rozumieć, że był to ślepy zaułek na geopolitycznej mapie świata.

I na nic zdadzą się prośby i narzekania kierowane do UE, żeby to właśnie Unia podpisywała kontrakty gazowe z Rosją. Dlaczego?  Bo Rosja nigdy się na to nie zgodzi. Nie rozmawia się z partnerem, który przed rozmową zakłada ci na szyję obrożę – w tym przypadku sankcje. Rosja będzie kontraktować gaz bilateralnie, na swoich warunkach i cenach dla różnych stron, z dodatkową zniżką dla „zasłużonych”.

Jutrzejsze spotkanie ma swój konkretny cel. Wypracować rozwiązanie na powstały problem. W teorii i w praktyce powinni w nim brać udział tylko i wyłącznie specjaliści z danej dziedziny – tak się dzieje np. w środowisku wojskowym, lekarskim, prawniczym. Ale nie tym razem.

O przyszłości energetycznej Europy rozmawiać będą między innymi: polityk z wykształcenia – francuski minister gospodarki, finansów i odnowy gospodarczej – Bruno Le Marie, wspomniany już niemiecki prawnik i polski historyk. Z tymi „ekspertami od wszystkiego” usiądzie również profesor fizyki i nauczyciel akademicki – włoski minister transformacji ekologicznej – Roberto Cingolani, albo inżynier, doktor habilitowany z dyplomem MBA – czeski minister przemysłu i handlu, Karel Havliček.

W ramach dygresji: czy Włosi i Czesi zgłaszali jakieś problemy energetyczne w ostatnich 5 latach? Bo ja nie pamiętam takiego przykładu.

Czego zatem możemy się spodziewać po serii rozmów w takim gremium? Wszystko będzie zależało, ilu „Włochów i „Czechów” będzie w tym gronie i czy przeforsują swoje racje nad racje innych „ekspertów”. Gdy mądrych będzie więcej, to Green Deal wyląduje w koszu.

I powstanie szansa na stworzenie nowego planu dla kontynentu bezemisyjnego.

Jeżeli wygrają „eksperci” od prawa, literatury, socjologii czy historii, to będziemy dalej brnąć w Green Deal. A ja wtedy sugeruję zakup większej ilości drewna do kominków i dużej ilości świeczek, bo te z pewnością mocno podrożeją w zimie.

Jestem też pewien, że druga opcja da „zielone światło” dla elektromobilności, mimo to szczerze odradzam kupno „melexów” – nie będzie ich czym ładować.

Na koniec jedna uwaga. Nikt rozsądny nie podważa, że bezemisyjna generacja prądu jest lepsza od zatruwania środowiska energetyką węglową. Jednak nie można stosować tych samych reguł gry dla krajów o różnym położeniu geograficznym, różnym klimacie i odmiennych potrzebach energetycznych. Tak więc Green Deal dla Danii jest w porządku, bo już od 2023 w Danii nie będzie ani jednej siłowni emisyjnej. Co ma na to powiedzieć Polska, Słowacja lub Węgry? Aby uzyskać porównywalną moc jednego „duńskiego” wiatraka, w tych krajach trzeba ich postawić co najmniej 3 lub 4 sztuki.

Z zapartym tchem czekam na efekty rozmów tego „kolorowego” towarzystwa. I jestem ciekaw, jaki kolor spłynie z tej palety…..

 

Piotr Chmielowski

 

 

foto:wikihow.com

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn
Przewiń do góry