40cacf84 e34a 432c 9e6f d12d5bc3aa19

To będzie HiT !

Nowa Demokracja TAK całym sercem i duszą popiera ten pomysł. Zamiast rozwodzić się nad argumentami „za”, od razu proponuję temat pierwszej lekcji. Zaznaczam, że wszystkie poniższe treści są historycznie prawdziwe, nie są fałszywkami i z pewnością będą podważane przez PIS. Zapraszam do lektury.

Lekcja 1
Temat: Kiedy wybuchła II Wojna Światowa?

 

Każdy w Polsce odpowie bez zająknięcia, że 1 września 1939 roku. Natomiast w ujęciu światowym  ta data jest wadliwa, ponieważ w wielu krajach funkcjonują różne daty wybuchu II Wojny Światowej. I tak, w Rosji jest to 22 czerwca 1941, w USA jest to dzień ataku na Pearl Harbour, a Francuzi z Anglikami uważają 3 września za dzień wybuchu wojny. IPN oczywiście wykazuje, że to nieprawda. I argumentuje, że datę wybuchu wojny określają pierwsze działania militarne. A zatem, kiedy wybuchła II Wojna Światowa?

W dniu 2 października 1938 roku. To właśnie w tym dniu, podczas polskiej agresji na Czechosłowację, wojsko polskie utraciło dwie tankietki i kilkunastu żołnierzy. A ten zbrojny konflikt obecnie nazywa się aneksją Zaolzia (taki lokalny Anschluss). Co prawda w tym samym czasie III Rzesza anektowała Sudety i już wkrótce całą Czechosłowację, jednak w obu tych przypadkach nie doszło do walk zbrojnych i śmierci żołnierzy. Tak więc to wojsko polskie, w porozumieniu z Niemcami, i przy ich współdziałaniu, dokonało najazdu na sąsiednie państwo bez wypowiedzenia wojny.

Propaganda sanacyjna II RP utrzymywała, że ta okupacja spotkała się z autentycznym entuzjazmem i radością mniejszości polskiej na Zaolziu. Nie wykluczam, że mogło tak być w jednostkowych przypadkach. Jednak obraz tej brutalnej okupacji wyglądał zupełnie inaczej.

Po kolei: pod hasłem odwetu za „czechizację” i rzekomy exodus Polaków z Zaolzia (według danych sanacyjnych było to około 12 – 14 tys. wygnańców w latach 1919-1938 – co jest wierutną bzdurą), można było bezkarnie i często z pogardą mścić się na Czechach. W tym miejscu warto zaznaczyć, że ówczesna Czechosłowacja była prawnym kontynuatorem Austro-Węgier, gdzie różne narody cieszyły się wolnością kultury, języka i wyznania. Dlatego też na Zaolziu – Czesi, Niemcy, Polacy – koegzystowali w pokoju, szanując swoją odrębność.

O celu i formie zwyrodnienia okupantów świadczy obwieszczenie z 10 października 1938 wydane przez Delegata Wojewody Śląskiego – Leona Malhomme’a – do narodowości czeskiej, aby przyspieszyła „emigrację” do Czechosłowacji w terminie do 1.11.1938. W tym dokumencie nie znajdziemy ani słowa o wysiedlaniu innych narodowości, na czele z Niemcami, co niewątpliwie było efektem wcześniejszego porozumienia stron: polskiej i niemieckiej. Dodatkowo zaangażowano do akcji oficerów wywiadu polskiego, w tym na przykład Naczelnika Wydziału Polaków Zagranicą przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych – Władysława Józefa Zalewskiego – i członków tzw. Komitetu Siedmiu (K7). Komitet ten zalecał stosowanie wobec Czechów aktów terroru – niekoniecznie krwawego – ale uciążliwego: pobicia, dewastacji budynków, wywożenia z dala od miejsca zamieszkania. Chodziło o wytworzenie i spotęgowanie psychozy strachu, czym miano przyśpieszyć „emigrację” czeskich rodzin. Zalecał też aresztowania obywateli czeskich znanych z antypolskiego nastawienia i zsyłania ich bez procesów i wyroków do Berezy Kartuskiej.

Powiedziano już wiele na temat traktowania obywateli Polski wyznania mojżeszowego w okupowanej Polsce po 1939 roku przez stronę niemiecką. Jednak odnoszę wrażenie, że to, w jaki sposób Polacy traktowali Czechów, daleko wybiega od późniejszych metod hitlerowskich. Do końca października 1938 roku całkowicie zlikwidowano oświatę i szkolnictwo, represjonowano za używanie języka czeskiego (za „Nazdar” groził mandat). Czechów bito, nie tylko pałkami, ale też bykowcami. Zostali także odsunięci od wszelkich usług i świadczeń, w tym medycznych. W/w Delegat Wojewody Śląskiego stosował wszelkie techniki aby zmusić „opornego” Czecha do „dobrowolnej” emigracji.

W pasji destrukcji niszczono wszelkie przejawy i oznaki czeskiego dorobku – palono książki i podręczniki, chrześcijańskie kościoły husyckie dewastowano i profanowano – na przykład robiąc w nich stajnie dla kawalerii wojska polskiego. Nawet msza w kościele odprawiana po czesku kończyła się brutalną interwencją polskiej policji i wojska. Tych akcji bestialstwa polskiej armii było wiele, mógłbym je tu długo przedstawiać. Jednak zwieńczeniem tego okrucieństwa była akcja „Wigilia”, którą zaplanowano jako masową wywózkę, i którą przeprowadzono w wigilię Bożego Narodzenia 1938 roku. Taki „prezent” na święta  od katolickiego WP.

Należy się zastanowić  ilu Czechów dotknęły te wszystkie działania? W sumie mówimy o ponad 30 tys. wysiedlonych siłą (ok 10 tys. rodzin), jak również ok. 2000 zabitych cywilów narodowości czeskiej. Gdzie ci ludzie się podziali, dokąd pojechali? Emigrowali do niemieckiej strefy okupacyjnej, gdzie znaleźli pomoc i zakwaterowanie. Należy również pamiętać o tym, że każda z tych rodzin posiadała jakiś majątek, ziemię uprawną, trzodę hodowlaną. A tego nie dało się schować do jednej walizki – a tylko tyle mogli ze sobą zabrać – jedną walizkę. Resztę dóbr bezlitośnie rozkradano. Przemysł na Zaolziu upadł, ponieważ ówczesna Polska nie posiadała wystarczającej ilości przeszkolonych pracowników – nie było komu robić na „Werku”, gdy zabrakło czeskich specjalistów.

Co uzyskali ówcześni Polacy na Zaolziu, ci, którzy według propagandy wykazywali autentyczną radość? Oprócz jednostek moralnie zdegenerowanych, które z pewnością uczestniczyły w procederze rozgrabiania czeskich majątków, reszta dość szybko odczuła negatywne skutki aneksji. Rząd RP narzucił bardzo niekorzystny kurs wymiany koron czeskich na złotówki, co uderzyło również w ludność  polską – w szczególności pobierających świadczenia od państwa. Nastąpiło drastyczne ograniczenie demokracji na Zaolziu – zlikwidowano wiele tytułów prasowych, a działaczy i przywódców organizacji politycznych różnych opcji aresztowano. Oczywiście nie mogło się obyć bez „repolonizacji” ziem – co lepsze majątki przejmowali „warszawiacy”, lepiej wykształceni od rodowitych mieszkańców. Co odbiło się również na strukturze lokalnego rynku pracy – w awansach pomijano miejscowych.

Ta okupacja i eksterminacja narodu czeskiego przez Polaków zakończyła się 17 września 1939 roku, gdy to ostatni żołnierz wojska polskiego wziął nogi za pas przed Wehrmachtem. My, Polacy, znamy też tę datę, ale kojarzy nam się z innymi wydarzeniami.

Należy pamiętać również o tym, że wiele polskich rodzin, w czasie tej ciężkiej próby, pomagało swoim czeskim sąsiadom i przyjaciołom. Wielu z nich swoją postawą wypełniłoby kryteria tytułu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Ale to już inna historia.

 

Panie Czarnek, sugeruję rozpocząć nauczanie HiT-u od problematyki ujętej powyżej. Mam nadzieję, że polska młodzież opanuje ten materiał na piątkę.

I wyciągnie jedynie słuszne wnioski: Nie bestialstwo tylko empatia i solidarność.

 

A zadanie na „6” to: od kogo i gdzie polska armia dostała „lanie” w marcu 1939 roku?

 

Piotr Chmielowski

 

foto: 02.pl

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn
Przewiń do góry