Protester blocking tanks approaching tiananmen square

Spotkamy się na ulicy na wiosnę

Właściwie nikt już nie kwestionuje faktu, że poważny kryzys dosięga Polski. Kryzys ekonomiczny, kryzys społeczny, kryzys wartości.

Możemy go nazywać różnie, w zależności od przyjętej miary i daty: putin-kryzysem, covid-kryzysem, lub inaczej, ale nie zmienia to faktu, że na pewno będzie to zawsze pis-kryzys.

Pierwszym symptomem, już widocznym gołym okiem, jest tzw. wolnorynkowe wpuszczenie dziesiątek tysięcy młodych rodzin w pułapkę kredytową związaną z naszą rodzimą walutą. Kredyty hipoteczne w złotówkach zaciągnięte na nieruchomości położą na łopatki domowe budżety młodych Polaków. Metoda książkowa – wywołuje się sztuczne podwyższenie cen dóbr co generuje panikę zakupową. Spekulacje popytowe powodują kolejny wzrost cen, co z kolei wywołuje reakcję konsumentów – trzeba kupić teraz, bo potem będzie drożej. Często kosztem zapożyczenia – kredytu. Kula śnieżna rośnie. Na koniec, aby zatrzymać „galopujący” wzrost cen, „mrozi” się nastroje konsumpcyjne podniesieniem bazowych stóp procentowych. Nieliczni fachowcy dostrzegali to niebezpieczeństwo już w pierwszych latach rządów pisu, szczególnie gdy „Pinokio” ogłaszał budowę miliona nowych mieszkań. Przekaz, czytany między wierszami był jasny – deweloperzy będą mieli luz i pole do popisu.

Tego typu sztucznie wywołany trend pociągnął za sobą reakcje w całej branży budowlanej. Wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy zaowocował wzrostem cen inwestycji budowlanych generalnie – prywatnych, biznesowych, publicznych.

Kolejnym symptomem nadciagającego kryzysu jest dramatyczny wzrost kosztów wytwarzania, który odnotowują polscy producenci. Tutaj także mechanizm jest książkowy. Jeżeli producent umocowany jest na rynkach międzynarodowych, jest eksporterem, to stara się utrzymywać ceny swoich produktów gwarantujących dochodowość. W sytuacji gdy wszystkie składniki jego produkcji drożeją: energia, surowce, praca, transport – to przy braku możliwości reakcji na te czynniki proporcjonalnym wzrostem cen – produkcja i eksport może stać się nieopłacalna. Przykład: polska firma z branży medycznej – w swojej grupie produktowej numer 4 na światowych rynkach – od początku roku 2022 „utraciła” rentowność produkcji – przez wzrost kosztów każdego składnika i środka wytwórczego. Energia, materiał, praca, transport. Firma przetrwa, najpewniej tnąc koszty tam gdzie można – zwalniając ludzi – ale obecna sytuacja zmusiła ją do porzucenia planowanych inwestycji (czyli rozwoju) na nadchodzącą dekadę. Czy po tych 10 latach uda jej się utrzymać pozycję na rynku? Tego dziś nie wie nikt.

Jeszcze innym symptomem kryzysowym jest filozofia oszczędzania w społeczeństwie. Logika mówi – jak ci brakuje to ograniczasz wydatki. Nie wszyscy są też w uprzywilejowanej sytuacji:  czy to przez 500+ lub inne programy socjalne pisu. To ograniczenie będzie dotykać wszystkich dziedzin życia, zgodnie z piramidą potrzeb Masłowa. Nie będzie na kino, teatr i restaurację. Nie będzie na książkę, grę i muzykę. Możliwe, że nie będzie na lekarza i wykupienie leków. Oby starczyło na mąkę, ziemniaki i olej.

Wyżej wymienione symptomy będą miały wpływ na rynek pracy – według naszych szacunków pracę utraci (lub będzie musiało się przebranżowić) około 1 000 000 osób. O bankructwo otrze się lub go fizycznie doświadczy kilkadziesiąt tysięcy rodzin, głównie młodych. A efekty wymuszonej rezygnacji polskich firm z inwestycji są na ten moment niepoliczalne i niemierzalne – ale na pewno się wydarzą. Jaki będą miały wpływ na polską gospodarkę? To zależy od skali zjawiska i polityki rządu w tej kwestii.

Najbardziej dotkliwe dla ludzi, bo najbliższe ich ciału i codzienności, będą skutki ograniczania konsumpcji na domknięcie domowych budżetów. Obniżenie jakości życia, utrata pracy, wysokie koszty mediów wywołają w końcu efekt buntu, oporu i żądań. Różne środowiska w sposób siłowy będą próbowały wymusić na rządzie zmiany – przez znaczące podwyżki płac lub inne świadczenia. A rząd chcąc utrzymać się przy władzy i studząc gorączkę ulicy, będzie kontynuował dodruk i rozdawnictwo pustego pieniądza.

Koło się zamyka, spirala się kręci. To szaleństwo skończy się tylko na dwa sposoby:

Bankructwo Polski, czyli zupełny krach systemu. Albo odsunięcie od władzy obecnych nieudaczników. To drugie nastąpić może dopiero po przykrej konfrontacji ludzi i władzy na ulicach.

Oby nie padły strzały i nie polała się krew !!!

 

 

foto: tvn24.pl

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn
Przewiń do góry