Działka moje hobby

Inflacja, recesja, stagflacja, podwyżki i drożyzna – już wkrótce najbardziej znienawidzone słowa w użyciu

Od kilkunastu tygodni miliardy ludzi uczestniczą mimowolnie w dyskusji o zjawiskach ekonomicznych, ich przyczynach, przebiegu i skutkach. Miliony pseudo specjalistów różnej maści dorzuca swoje cegiełki pseudo analiz i proroctw, budując lub burząc porządek świata, w zależności od preferowanej wizji przyszłości Ziemi.

Nie bądźmy zatem i my pasywni. I dorzućmy trochę chrustu do tych ledwo tlących się zgliszczy naszej starej Europy.

Powody inflacji są dwa. Wyłącznie i tylko dwa.

  1. Dodruk i kolportaż pustego pieniądza.
  2. Przesunięcie środków inwestycyjnych z przyszłych inwestycji do konsumpcji.

Wszystkie inne powody i przyczyny inflacji, którymi tak ochoczo karmią nas media, są pochodnymi tych wyżej wymienionych.

Inflacja w Polsce nie ma nic wspólnego z wojną w Ukrainie. Narracja o „putinflacji” została wymyślona do celów politycznych. Prawdziwą przyczyną wysokiej inflacji w Polsce jest bezmyślny druk pieniędzy i ich kolportaż wszędzie gdzie się da przez programy socjalne PISu. Niezaprzeczalnym dowodem prawdziwości tej tezy jest czas, w którym wskaźnik inflacji eksplodował. Nastąpiło to w momencie, gdy obywatele (szczególnie ci młodzi) przestali brać kredyty na mieszkanie. Wzrosły stopy, zabrakło zdolności lub kredyt stał się za drogi.  Wkład własny postanowili „skonsumować” gdzie indziej. Co jest naturalną reakcją. I ten mechanizm nakręca spiralę inflacyjną.

Wystarczy zakręcić kurek z pustym pieniądzem i przy tak rozbudowanej i wielosektorowej gospodarce i przemyśle, wszystko zacznie wracać na „właściwe tory”. Gdy tego rządzący nie zrobią, a PIS na pewno tego nie zrobi (na bogatym socjalu opiera swoje relacje z wyborcami), to za chwilę obudzimy się w państwie, w którym procesy stagflacyjne będą dodatkowo wspierane przez identyczne problemy krajów sąsiednich.

W ramach dyskusji około inflacyjnej, przypominamy Państwu metodę, którą zaproponował i wdrożył Berlusconi w 2008 roku. W momencie, gdy w maju 2008 roku Silvio został premierem Włoch, w przededniu światowego kryzysu gospodarczego,  to wezwał wszystkich obywateli do masowego powrotu do gospodarki naturalnej – poszukiwania i zabezpieczenia kryzysowych źródeł żywności. Zamiast przydomowego trawnika – własny ogród warzywny. Pomysł początkowo gremialnie wyśmiewany, szybko okazał się bardzo skutecznym remedium na łatanie domowych budżetów.

Już teraz media snują prognozy i straszą, że na jesieni i w zimie wszystko będzie droższe o kilkaset procent. Światło, woda, ciepło w kaloryferze, chleb u piekarza i mleko w sklepie.

Dlatego wzywamy i rekomendujemy, pomimo nadciągającej suszy, zamieńcie trawę na marchewki, kapustę i inne warzywa. Stawiajcie ziemniaczane wieże i budujcie własne kompostowniki, nucąc pod nosem słynną piosenkę z kabaretonu niezastąpionych panów Smolenia i Laskowika:

„Bo my musimy być silni i zdrowi, choćby na skrobi, choćby na skrobi,

Bo my musimy być mniej pazerni, roślinożerni, roślinożerni,

Nam polędwica oraz schab, nie smakują tak jak szczaw”.

Przyda się też przypomnieć sobie jak się robi kopce na ziemniaki i inne ziemiopłody !!!

Jeżeli dzisiejszy emeryt odda w nadchodzących wyborach swój głos na PIS, to będziemy mieć powtórkę lat 1987-91 w Polsce. Albo tzw. obecnie realizowany scenariusz turecki. Hiperinflację na poziomie stukilkudziesięciu procent rok do roku.

 

foto: facebook/PanTuNieStal

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn
Przewiń do góry