Lagerfeuer

Ekologiczny analfabetyzm

W  Glasgow po raz kolejny odbywa się COP. Tym razem już po raz 26. Jest to zjazd wszystkich „celebrytów” z różnych branż całego świata, których łączy kilka wspólnych cech. Nie mają ani zielonego, ani jakiegokolwiek pojęcia o ochronie przyrody, klimatu, zasobów naturalnych Ziemi. Lubią za to wszędzie latać prywatnymi odrzutowcami. Tylko w niedzielę lądowało na lotnisku w Glasgow pół setki tych maszyn. Podobnie w poniedziałek. A docelowo na szczyt ma przylecieć ponad 400 prywatnych samolotów. Media tę sytuację określiły jako „zielona hipokryzja”.

Przykładem ich elementarnego braku wiedzy może być COP, który odbył się kilka lat temu w Polsce, w listopadzie, na którym pojawili się uczestnicy w klapkach. Osoby te narzekały jak tu w Polsce zimno…

 

W prasie już pojawiły się informacje i przecieki, kto z kim rozmawiał, kto się na kogo obraził, kogo nie dopuszczono do głosu. A w reportażach wszystkich stacji telewizyjnych nie zabrakło wydzierania się młodej szwedzkiej aktywistki bez jakiegokolwiek wykształcenia. Tak na marginesie, tu pochwalę organizatorów, że w przypływie logiki nie dopuścili jej na mównicę. Niby tak niewiele a jednak dużo.

Taki „zlot ekoczarownic” – nomen omen w Halloween – celebrytów i eko analfabetów – oczywiście ma i długo jeszcze będzie mieć konotacje polityczne. Jedni będą oskarżali drugich, że przyjechali albo nie, że przyjęli takie stanowisko a nie inne, albo że się na coś zgodzili lub nie. W tej konwencji należy pochwalić decyzje prezydentów Chin i Rosji – nie przyjechali na ten szczyt.

Dlaczego po raz kolejny COP nie miał prawa się udać?

Świadomie używam czasu przeszłego już dzisiaj, mimo, że całe wydarzenie będzie trwać do 12 listopada? Po raz kolejny zaproponowano zupełnie abstrakcyjne cele, które rzekomo miałyby osiągnąć kraje uczestniczące w tym przedsięwzięciu. Na przykład: powstrzymanie wzrostu temperatury planety o 1,5 stopnia Celsjusza w stosunku do temperatury planety przed rewolucją przemysłową. W tym miejscu pominę fakt naśmiewania się z metodyki pomiaru temperatury, jednak muszę zapytać o jedno: jakimi metodami chcemy powstrzymać wzrost temperatury na kuli ziemskiej?

Analizując wystąpienia najważniejszych mówców, zauważyłem, że wszyscy oni operują pseudo argumentami, które najprawdopodobniej wynikają z całkowitego braku zrozumienia pojęcia ekologii.

I tak dla przykładu, Dania jako państwo została przedstawiona jako prymus nowoczesnych technologii generacji prądu. Rozpływano się w pochwałach, ileż to wiatraków i farm wiatrowych na morzu zabezpieczy zielony rozwój kraju nad cieśninami. Chwalono nawet nową elektrownię, której zadaniem będzie zabezpieczenie podaży prądu pozyskiwanego z wiatraków (w sytuacji gdy nie wieje i nie ma wiatrowej generacji prądu). Otóż ta elektrownia ma być opalana DREWNEM.

Ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że tzw. współspalanie będzie neutralne dla klimatu. To znaczy, że wszystko co zawiera węgiel i zostanie zebrane z powierzchni ziemi, następnie spalone w celu generacji energii elektrycznej, to dla bilansu węgla w atmosferze i na powierzchni ziemi będzie neutralne. W pierwszej chwili jest to logiczne założenie. Jednak gdy wgłębimy się w temat do poziomu technologicznego, to bardzo łatwo znajdziemy absurd takiego rozwiązania.

  1. Kaloryczność drewna i jego odpadów jest co najmniej dwukrotnie niższa od kaloryczności węgla.
  2. Szacuje się, że węgiel kamienny dostarczany tradycyjnymi metodami transportu (wagon, naczepa, barka) zajmuje mniejszą objętość w stosunku do wagi, w porównaniu z innymi „naturalnymi” materiałami opałowymi – drewnem, słomą, pelletem. Chodzi o to, że 1 tona węgla ma objętość ok. 1 m3. A tona drewna ma objętość ok. 2 m3. A zatem, aby uzyskać wartość energetyczną równą 1 m3 węgla, potrzebne jest wycięcie, dowiezienie i spalenie 4 m3 Stosunek 4:1 na niekorzyść drewna.

Co za tym idzie?

Żeby dostarczyć taką samą wartość opałową, w przypadku drewna (ew. biomasy) należy się liczyć z transportem x 4 – emisja spalin x4, zużycie sprzętu x4, etaty x4, infrastruktura x4, itd.

A jakie są koszty pozyskania surowca? Węgiel pozyskuje się w kopalni, w jednym miejscu. Zbudowana kopalnia, z całą infrastrukturą i zatrudnieniem, z wyliczalnymi kosztami i długofalowym planem działania i zyskiem – liczonym w pokoleniach zatrudnionych i ich rodzin, więzów społecznych, impulsów gospodarczych – daje gwarancję wyliczalności i stabilności ceny surowca w ujęciu długofalowym.

Natomiast drewno pozyskiwane jest na wielkim, różnorodnym obszarze. A wycinka uniemożliwia komasowanie wielokrotne, w jednym punkcie, pozyskanego surowca. Gigantyczna grupa leśników jeździ swoim ciężkim sprzętem, niszcząc naturalne lasy, spalając horrendalne ilości ropy, dewastując podłoże i pomniejszając biomasę naszej planety – tzw. „zielonych płuc”. Oczywiście las może odrosnąć w ciągu około 100 lat, co jest zjawiskiem pożądanym i naturalnym. A tymczasem resurs (okres zdolności użytkowej) takiej elektrowni wynosi ok. 40 lat. Czyli, spali wszystko dookoła a nowego lasu w tym miejscu jeszcze przez 60 lat nie będzie.

Na koniec tej części wisienka na torcie. Zasoby leśne Danii zaspokajają jedynie około 12% wszystkich potrzeb „drzewnych” tego kraju. Resztę importuje, głównie z Rosji, USA, Szwecji lub Polski. Czyli jest „eko”, ale nie kosztem swoich zasobów. I żeby było weselej, wycinka biomasy liczy się do bilansu emisji CO2, ale w miejscu wycięcia. Tak więc, rosyjskie drewno spalone w duńskiej elektrowni liczone jest do bilansu emisji CO2….w Rosji. Co automatycznie pomniejsza bilans CO2 w Danii.

Świadomie pomijam w tym przypadku koszty ekologiczne transportu tej biomasy z USA lub Rosji.

Co należy zrobić na COP?

Po pierwsze – natychmiast zaprzestać dyskusji na temat emisji w obecnym układzie logicznym, ponieważ powyższy przykład ośmiesza uczestników do bólu.

Po drugie – należy zająć się analizą: kto wydobywa surowce energetyczne i automatycznie odpowiada za zjawiska, które nazywamy globalnym ociepleniem?

Dlaczego tak?

Bo całe wydobycie surowców energetycznych ma wpływ na środowisko – przez wydobycie, przez spalenie, przez przechowanie popiołów (efektów spalania). Dzisiaj „winą” globalnego ocieplenia obarcza się przemysł i wysoką emisję – elektrownie i elektrociepłownie. Pomijając zupełnie niską emisję – indywidualnych „spalaczy” surowców energetycznych. A przecież to dzięki wysokiej emisji i przemysłowi możliwe jest trwanie i funkcjonowanie światowych gospodarek i państw. Jeżeli ciężar „winy” przeniesiemy ze „spalacza” na „dostawcę”, to faktycznie odpowiadać będą wszyscy w stopniu proporcjonalnym do zużycia. I dopiero taki mechanizm wymusi budowę i użytkowanie instalacji bezemisyjnych – począwszy od elektrowni jądrowych jako klucza do nowoczesnej gospodarki, poprzez instalacje korzystające ze źródeł odnawialnych.

Zresztą, nie skupiajmy się tylko i wyłącznie na węglu. W końcu i gaz i ropa, które są wszechobecnie wykorzystywane w gospodarkach wszystkich krajów świata, to też składniki miksu energetycznego. I mają taki sam wpływ na globalne ocieplenie jak każdy inny surowiec energetyczny, także ten odnawialny*

Z ostatniej chwili: Jak podają dziennikarze, podczas rozmowy premiera Czech z premierem Danii został poruszony temat czeskiej energetyki węglowej. Premier Babisz miał zastrzeżenia co do terminów zamykania węglowych bloków energetycznych, argumentując, że potrzebny jest czas na transformację energetyczną a poza tym bloki te mają jeszcze wiele lat dopuszczalnego resursu. Na to duński premier miał ripostować, żeby Czesi jak najszybciej zamykali węglówki, bo przecież zawsze mogą kupić ekoprąd od ….Duńczyków.

Piotr Chmielowski

 

 

*) naturalny pożar syberyskiej tajgi, jaki miał miejsce latem tego roku, spowodował, według szacunków, nieporównywalnie większą emisję gazów cieplarnianych, niż suma wszystkich „ludzkich” aktywności emisyjnych w tym roku. Wliczając nawet te 400 prywatnych odrzutowców, które lecą do Glasgow.

foto: wikipedia.org

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn
Przewiń do góry