Warsaw summit

Dietetycy na start

Czym różni się jedzenie świeżych produktów od jedzenia przetworów z konserw?

Dziś już wiemy. Tym czym różni się zjednoczona Europa od zbioru małych państw zarządzanych przez zakompleksionych dyktatorów.

Aby uzmysłowić sobie do czego doszło w minioną sobotę w Warszawie, trzeba przemyśleć, kim są ludzie popierający skrajnych nacjonalistów.

Kim jest taki popieracz, model lokalny?

Stereotypowo, a przynajmniej tak pokazują środki masowego przekazu, skrajny nacjonalista to mężczyzna, łysy, w skórze, w koszulce organizacji para religijnej w stylu „Komandosi Dzieciątka”, z obowiązkowym tatuażem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Z czego ostatni związek z Bogiem ów miał około 5 lat temu, gdy jego młodsza siostra szła do komunii lub bierzmowania. Honorem dla niego jest to, że zwyzywa w Internecie policję i jest notowany, z czego jest dumny. A Ojczyzna kojarzy mu się z naparzanką na Marszu Niepodległości i wcześniejszym wspólnym kebabem z kolegami z ONR-u. Dodatkowo nie rozróżnia województwa lubelskiego od lubuskiego. A jego znajomość z krużgankiem oświaty okazała się krótka i wyboista.

Jeżeli myślicie Państwo, że w innych krajach taki stereotypowy „naziol” wygląda inaczej, to niestety jesteście w błędzie. Bo wygląd to nieliczny wspólny mianownik tego środowiska na arenie międzynarodowej.

Wyobraźmy sobie teraz spotkanie takiej „naziolskiej” międzynarodówki. I dla uproszczenia  umówmy się, że wszyscy są w stanie się skomunikować, choć de facto potrzebny jest nienacjonalistyczny tłumacz, bo wiadomo – kręta i krótka droga krużganka…

 O czym delegaci mają mówić? Gdzie znajdą wspólny język niemiecki nacjonalista, hołubiący Adolfa, z polskim nacjonalistą, nienawidzącym nazistów i komunistów? Co z kolei kłóci się ze światopoglądem francuskiego nacjonalisty, dla którego Putin jest niczym święty z ikony? O jakiej wspólnej przyszłości będą radzić? Na jakich fundamentach będą budować piękną nacjonalistyczną Europę?

Już Państwu odpowiadam: na nienawiści – do Żydów, do czarnych, do mniejszości seksualnych, do ekologów, do bogatych, którym trzeba zabrać, do inteligencji (w ich terminologii „wykształciuchów”, bo pchają się do elit, na stanowiska, do władzy, tępiąc przy tym bezlitośnie siostry i braci w nacjonalistycznej wierze. Że niby bez krużganka, to niegodni).

 

Nienawiść – to jest ich wspólny język, lepiszcze krużgankowych mas.

 

Parafrazując stare polskie przysłowie: jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, możemy spuentować: jacy wyborcy, tacy wybrani delegaci. I to właśnie ta śmietanka zebrała się w minioną sobotę w Warszawie. I debatowała, jak zrealizować dwa cele, które im przyświecają:

  • jak rozwalić Unię?

Bo już nie daje, a zaczyna wymagać, np. przestrzegania praworządności, szacunku dla jednostki (w tym „kolorowych”, migrantów i LGBT). Lub ewentualnie:

  • jak zmodyfikować unijne standardy, żeby znowu dawała i nie wymagała.

Tylko w tym punkcie żaden z nich się nie pochylił nad tym, skąd Unia ma wziąć fundusze. Bo nikt rozsądny nie da pieniędzy aby lokalni „watażkowie” mogli je swobodnie zmarnotrawić.

 

 

foto: tvn24

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn
Przewiń do góry