Screenshot www

„Dbanie o środowisko jest naszym nadrzędnym celem”

Na przykładzie zatrucia Odry widać gołym okiem, jak skutecznie „działa” państwo pis. Wykrycie w wodzie substancji toksycznych i zaszeregowanie ich do grup: biologiczne, ropopochodne, metale ciężkie, itd., trwa do piętnastu minut. Służy do tego mały, przenośny aparat. Po wykryciu ponadnormatywnych stężeń toksyn, pobiera się próbki z całego zakresu głębokości rzeki i bada się je w laboratorium. Takich notyfikowanych placówek jest w Polsce kilka. W tym miejscu trzeba podkreślić, że główne rzeki w Polsce są objęte – ustawowo – stałym monitoringiem pod kątem skażeń.

Należy więc zadać pytanie: dlaczego przez dwa tygodnie nikt w Polsce nie wykrył rzeczywistego skażenia. A o rtęci zaczęto głośno mówić dopiero gdy to skażenie wykryły służby zachodniego sąsiada. W Niemczech monitoring rzeki zadziałał a w Polsce nie?

Nikt świadomy nie uwierzy w to, że tego monitoringu po naszej stronie nie było. Był, ale został politycznie spacyfikowany. Ergo – ktoś chciał coś ukryć. Dodatkowo władza puściła mega ściemę o rzekomym zrzucie utleniaczy, przez co woda była przetleniona, co miało powodować śmierć zwierząt. Inna ściema to konferencja wiceministra infrastruktury Witkowskiego, na której zarzucił samorządom opozycyjnym nielegalne zrzuty ścieków do Odry. Co miało skutkować katastrofą.

Wystarczy być zwykłym „krawężnikiem” w stopniu posterunkowego, bez „krawężnika” na pagonach, żeby znaleźć z dokładnością do kilometra, w ciągu krótkiego czasu, gdzie coś niepożądanego się wydarzyło. Powyżej Oławy pływają ryby – żywe, poniżej Oławy pływają – martwe. A każdy człowiek chyba wie, że martwe ryby pod prąd rzeki nie popłyną.

Publicznie podejrzewa się, że „sprawcą” katastrofy może być firma papiernicza z Oławy. A w Internecie publikowane są materiały, które wydają się potwierdzać te przypuszczenia. Pikanterii dodaje fakt, że jest to firma powiązana z pisem. Teoretycznie cała narracja się domyka.

Jesteśmy jednak dalecy od wskazywania palcem i piętnowania kogokolwiek bez dowodów. Poza jedną organizacją – Wody Polskie. Dlaczego Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, pod kierownictwem magistra inżyniera ochrony środowiska, Prezesa Wód Polskich, Przemysława Dacy, nie poinformowało publicznie o wynikach badań wykonywanych w ramach monitoringu? I kto zakazał prezesowi podawania tych informacji do publicznej wiadomości?

Całe szczęście, że pis kilka lat temu wpadł na pomysł i zlikwidował ministerstwo żeglugi śródlądowej, które sam wcześniej utworzył. Dzisiaj byłby podział odpowiedzialności. I na pewno winni byliby marynarze śródlądowi i ich „okropne” pchacze i barki.

 

 

Udostępnij:

Facebook
Twitter
Pinterest
LinkedIn
Przewiń do góry