Grzegorz przemyk grob

A ślady będą zawsze…

Według mnie obowiązkiem każdego świadomego obywatela RP powinno być wyjście do kina na film Jana P. Matuszyńskiego p.t. „Żeby nie było śladów”. Obawiam się, że film ten nie uzyska żadnej międzynarodowej nagrody ze względu na specyfikę tematu, niezrozumiałą w świecie. Jest jednak jedną z najważniejszych narracji na naszym polskim podwórku.

I nie chodzi mi tu teraz o rozliczenie się z przeszłością PRL, tylko o porównanie i zrozumienie mechanizmów, które dzieją się w dwóch różnych systemach politycznych, w różnym czasie, a są jakby równoległe. Używam słowa „równoległe” świadomie, bo tak zwykł mawiać o paralelności zjawisk prof. Janusz Dietrych, w zakresie interpretacji rzeczywistości i czasowych połączeń. Jak tłumaczył na wykładach pan profesor, równoległość zdarzeń musi mieć jeden zwornik, aby można je było porównywać.

Co więc „pokazuje” nam film?

Mamy tu obraz młodego, aktywnego człowieka, który podejmuje wyzwania w PRL-owskiej rzeczywistości. Matura, marzenie o studiach. Na swojej drodze, w centrum Warszawy, spotyka półgłówka przyodzianego w mundur ZOMO, który lecząc swoje wsiowe kompleksy postanawia go spałować. Zwykłe pałowanie przeradza się w świadome katowanie za przyzwoleniem przełożonych na komisariacie.

40 lat później doświadczamy dokładnie tych samych obrazów. Duże miasto na W., początek zdarzenia jest identyczny, a młody człowiek z marzeniami – Igor Stachowiak – ląduje nagi w toalecie na komisariacie. Różnica na pierwszy rzut oka jest widoczna – Grzegorza skopali i spałowali, i dopiero wezwali pogotowie. Igora zabijają na miejscu. Grzegorza tłukli oderwani od pługa. Igora bili zawodowcy z wysokimi stopniami i z wieloletnim doświadczeniem w służbie. Co ich łączy?

Bezmyślność, te same kompleksy i poczucie bezkarności. I to, że w obu przypadkach zostaje uruchomiona cała metodyka zacierania śladów.

Jeżeli do tych dwóch obrazów dołożymy trzeci przypadek – zabójstwo Bartosza w Lubinie – to paralela dopnie się w całości. Mamy próbę przerzucenia odpowiedzialności na ratowników medycznych (tak jak u Grzegorza), mamy brutalne i siłowe zastraszanie świadków zdarzenia. Mamy matactwo z sekcją zwłok, ale nie w przypadku zwłok Grzegorza. Można uznać, że PRL był bardziej uczciwy w tej kwestii, bardziej przyzwoity i sprawiedliwy.

Gdy przyjrzymy się reakcji władzy na przypadki Grzegorza, Igora i Bartosza, to w PRL mamy do czynienia z komunistycznym prokuratorem generalnym, który trzyma się zdrowej logiki i litery prawa, czego brakuje prokuratorowi ery PIS. Władza PRL i władza PIS, pobłażając mordercom, utwierdza ludzi prymitywnych w swojej bezkarności, w każdym aspekcie władzy. Policjant PIS na razie wierzy w to, że jeżeli kogoś skrzywdzi, to nie będzie ponosił odpowiedzialności, tak jak ten wsiok spod Zamościa w filmie Matuszyńskiego. A zwykły obywatel, który jest świadkiem jakiegoś zdarzenia, może być celem służb państwa PIS. Tak jak w filmie o Przemyku.

Brak wyegzekwowania odpowiedzialności oprawców Grzegorza Przemyka doprowadził do zabójstwa z premedytacją ks. Jerzego Popiełuszki. I eskalacji okrucieństwa przy tej zbrodni.

Czy naprawdę musimy czekać, żeby „państwo PIS” zabiło kolejne osoby w poczuciu złudnej bezkarności? Przypominam, że po zabójstwie Popiełuszki, sprawców postawiono przed sądem i ten akt zakończył zbrodnie komunistyczne w Polsce.

A jak będzie jutro? Kto z nas będzie następny?

Zwornikiem omawianych w tym tekście światów równoległych jest wymiar sprawiedliwości – w postaci sądu i osoby sędziego. Tak samo nieudolny, tak samo spolegliwy władzy. Oprawcy Grzegorza Przemyka nigdy nie ponieśli odpowiedzialności. Jeżeli jeszcze byłoby to zrozumiałe w czasach PRL, tak już nie może być akceptowalne przez 20 lat trwania polskiej demokracji. Przez dwie dekady nie znalazł się ani jeden sprawiedliwy, który wsadziłby oprawców Grzegorza do paki – tak gdzie jest ich miejsce.

Naszym zadaniem, Nowej Demokracji TAK, jest stworzenie takich warunków funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, żeby sędzia nie bał się wsadzania do paki bandyty w mundurze lub w todze.

 

To co rozgrywało się w „państwie PIS”, np. z Piotrem Tymochowiczem, który spędził w areszcie 2 lata, został skazany na podstawie fikcyjnych, spreparowanych przez służby dowodów, z pełną wiedzą sędziego w tej materii, a następnie uniewinniony w Sądzie Apelacyjnym i w pełni oczyszczony z zarzutów, jest kalką PRL. Dlaczego winni spreparowania dowodów, i prokurator, i sędzia – jeszcze nie siedzą? Dlaczego sędzia, który skazał na 25 lat człowieka, który rzekomo zabił, ale nie wiadomo kogo, nie wiadomo kiedy, a potem podobno zjadł swoją ofiarę, jeszcze jest sędzią?

Ilu takich bezwolnych w togach jest dzisiaj w naszym państwie, którzy decydują codziennie o losie nas samych, naszych bliskich, o naszych majątkach i o naszej przyszłości? Skąd my, obywatele, mamy brać zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, skoro środowisko prawnicze akceptuje takie indywidua, utrzymując z nimi relacje zawodowe i towarzyskie?

Wczesną zimą 1984 roku, wraz z całą klasą, pojechałem na wycieczkę szkolną do Warszawy. W grupie kilkunastu osób złożyliśmy wiązankę kwiatów z dołączoną tarczą szkolną na grobie ks. Jerzego Popiełuszki. Byliśmy też przy grobie Grzegorza Przemyka na Powązkach.

A później tarczę i nasze zdjęcia SB przysłało do dyrektora szkoły. Pochwalił nas, pomimo tego, że był komuchem „na linii i na fali”.

 

Piotr Chmielowski

 

 

foto: wikipedia

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn
Przewiń do góry